- Wiemy, że nie jest Pani absolwentką naszej szkoły. Jakie liceum Pani ukończyła?
Ukończyłam II Liceum Ogólnokształcące w Kędzierzynie, klasę o profilu biologiczno-chemicznym.
- Jaką była Pani uczennicą? Czy chodziła Pani na wagary?
Nie byłam wybitną uczennica, ale dobrą i nie chodziłam na wagary.
- Jak spędza Pani wolny czas?
Przede wszystkim odpoczywam. Bardzo lubię grać w scrabble. Lubię czytać, oglądać filmy, często chodzę do kina. Ale najbardziej lubię podróżowanie, zwiedzanie nowych miejsc, szczególnie tych znanych, słynnych. Kawałek świata już zobaczyłam i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, że miałam taką okazję.
- Która z podróży szczególnie utkwiła Pani w pamięci?
Podróż do miejsca, gdzie narodziła się „ Ania z Zielonego Wzgórza”, czyli na Wyspę Księcia Edwarda w Kanadzie, gdzie urodziła się i żyła Lucy Montgomery, autorka słynnej powieści, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To miejsce jest magiczne.
- Czy uprawia Pani jakieś sporty zimowe?
Tak, jeżdżę na nartach. Jest to sport, który powoduje kontuzje i zawsze, jak żegnam się z uczniami, mówię „Obyśmy się cali i zdrowi spotkali po feriach”. Chyba ściągam na siebie nieszczęścia, bo już dwa razy zdarzyło mi się nie wrócić do szkoły zaraz po feriach, z powodu kontuzji na nartach.
- Jakiej muzyki Pani słucha?
Spokojnej, melancholijnej, bardzo lubię słuchać Bryana Adamsa, Norah Jones, Katie Melua, Erica Claptona. Muzyka mojej młodości to na pewno The Beatles oraz muzyka z musicalu „Hair”, która moim zdaniem jest niesamowita.
- Wiemy, że grała Pani kiedyś na gitarze. Czy nadal jest to Pani pasją?
Nie, ponieważ stwierdziłam, że nigdy nie będę w tym świetna. Jestem bardzo przeciętna, nie umiem grać ze słuchu, na zasadzie, że słyszę melodię i zaraz ją wygrywam. Umiałam grać tylko z wyuczonych chwytów, więc po prostu dałam sobie z tym spokój.
- Jak spędza Pani święta Bożego Narodzenia?
Tradycyjnie, w domu. Chociaż raz zdarzyło mi się z rodziną, dziećmi, mężem i przyjaciółmi spędzić święta w Austrii. Było fantastycznie, w pięknej scenerii zimowej. Aczkolwiek bardzo dziwnie, bo nie było tradycyjnych potraw wigilijnych, jedliśmy na przykład fondue. Były to trochę inne klimaty, ale też było przesympatycznie. Nie uważam, że trzeba koniecznie zrobić 12 potraw, narobić się, bardzo zmęczyć po to, żeby cała rodzina była usatysfakcjonowana. Taki wyjazd w góry, szczególnie zimą, kiedy jest dużo śniegu, to jest taka prawdziwa Wigilia. Najważniejsze, żeby bliscy byli wkoło, natomiast ta cała otoczka nie jest już tak istotna.
- Jakie zwyczaje świąteczne są szczególnie praktykowane w Pani domu?
Na pewno są prezenty, tradycyjne potrawy. Ubolewam nad tym, że cała moja rodzina nie lubi karpia, także takie tradycje , które wyniosłam z domu troszeczkę upadają. Ubolewam też nad tym, że nikt nie chce śpiewać kolęd. Moje dorosłe dzieci są muzykalne, ale jakoś tak wspólnie nie kolędujemy. Natomiast na pewno muzyka leci w tle, przynajmniej z głośnika, z radia. Nie ma jednak jako takiego wspólnego śpiewania. Pamiętam jeszcze takie wigilie, jak wujek mojego męża, bardzo muzykalny , grał na gitarze i zawsze wspólnie kolędowaliśmy. Niestety to pokolenie już odeszło i nikt tej tradycji w naszej rodzinie nie kontynuuje nad czym ubolewam najbardziej.
- Jaki prezent świąteczny zapamiętała Pani jako najciekawszy?
Nie wiem czy był najciekawszy, ale na pewno utkwił mi mocno w pamięci. Kilkanaście lat temu, gdy zaczynałam swoje fascynacje narciarskie, a przemysł w tym temacie był w powijakach, dostałam pod choinkę pierwsze oryginalne skarpety narciarskie. Jak na tamte czasy był to spory wydatek dla Aniołka, tym bardziej cenny, że wtedy takich towarów w sklepach nie było. Byłam bardzo zadowolona z prezentu . Kilkuletnia wówczas córka nie podzielała mojego entuzjazmu i rozpłakała się. Jak udało się nam ustalić, zrobiło jej się żal, że mama dostała taki skromny i banalny prezent.
- Wracając do tematów szkolnych, jak ocenia Pani swoją nową klasę?
Dzieciaki są bardzo sympatyczne. Zawsze każdej mojej klasie, a jest to szóste moje wychowawstwo, mówię, że będzie to najlepsza moja klasa i tego się trzymajmy.
- Co ceni Pani szczególnie u młodzieży?
Rozumiem, że mój przedmiot nie jest najważniejszy. Wiem, że można chemii nie lubić, nie rozumieć jej, bo jest trudna. Sama chodziłam do szkoły i bardzo lubiłam chemię, natomiast z innymi przedmiotami bywało różnie . Cenię sobie u ludzi to, że mają swoje pasje, że są w czymś dobrzy. Nie jesteś świetny z mojego przedmiotu, ale jesteś świetnym humanistą, może znasz biegle inny język. Każdy jest dobry w jakiejś rzeczy i powinien się tego trzymać. Cenię również uczciwość. Nie lubię ludzi nieuczciwych, mam alergię na ściąganie, omijanie bokiem pewnych reguł, które nas obowiązują. Natomiast jeśli ktoś ma problemy z moim przedmiotem, to rozumiem, byleby tylko był uczciwy wobec mnie a może przede wszystkim wobec siebie.